Jutro zaczynamy maj i jest to ostatni dzwonek na poprawę naszej sylwetki przed latem. Zmiana naszego codziennego menu i większa porcja ruchu z pewnością nam w tym pomogą. Ja zazwyczaj staram się jeść zdrowo, jednak czasem wpadam w pułapkę posiłku oszukańczego i zamiast zakończyć na jednym grzesznym daniu, robię kilka grzesznych dni 😄. Potrafię jednak zaprzeć się w sobie i nie jeść słodyczy i fast foodów przez miesiąc, dlatego i tym razem tak zrobię. Ograniczyłam też swoje menu do 1300kcal i wyliczyłam sobie makro dla swojej wagi i wzrostu tj. 110g białka, 45g tłuszczy i 180g weglowodanów oraz wzbogaciłam w naturalne spalacze tłuszczu i produkty, które mają za zadanie pomóc nam w walce z cellulitem, takie jak : olej lniany, czosnek, imbir, chilli, pieprz cayenne , czarna kawa, cytryna, grejfrut, zielona i czerwona herbata. Aby to wszystko zadziałało, musimy dołożyć codzienną dawkę ruchu- trening lub np dłuuugi spacer z psem ( szybkie tempo). Jadłospis, który przygotowałam jest prosty a dania są przygotowane z produktów dostępnych dla każdego. Na temat makaronu i ziemniaków na diecie krążą różne opinie, moja jest taka, że ziemniaki i makaron sa bardzo zdrowe i warto je jeść, ale niestety często wpadamy w pułapkę ich ulepszania np. ciężkimi sosami, masłem i innym kalorycznymi dodatkami. Ja zrezygnowałam z ulepszania tego co samo w sobie jest smaczne, postanowiłam tez kolacje jesc głównie białkowe i maksymalnie okroiłam kalorie ze wszystkich potraw. I jeszcze kilka warunków, których musimy sie trzymać przy diecie redukcyjnej :

- Pijemy duużo wody (min. 8 szklanek dziennie)

-Codziennie przed treningiem pijemy czarną kawe z cynamonem bez cukru i mleka ( ewentualnie ze stewią lub erytrolem)

-Po śniadaniu pijemy zieloną lub czerwoną herbatę a do kolacji ziołową

-Na 2 śniadanie najlepiej wypić sok, który pomoże nam w walce z cellulitem( przepis podany niżej)

-Używamy dużo świeżej papryki chilli, pieprzy cayenne, czosnku, imbiru i cynamonu

-Do smażenia używamy oleju 0kcal w sprayu( do kupienia w sklepach z odżywkami)


Poniedziałek (1320 kcal białko 113g tłuszcze 34g węglowodany 170g)

Śniadanie 405kcal

Fit Pancakes - ( 3 łyżki mąki pełnoziarnistej, 1 jajo, 1/3 szklanki mleka,, 30g odzywki białkowej, cynamon - mieszamy i smazymy najlepiej na oleju canolowym w sprayu podajemy z 0,5 banana)

II Śniadanie 101kcal

Koktail antycellulit ( 1 grejfrut, 1 jabłko, 1 łodyga selera naciowego, liście mięty - wyciskamy w wyciskarce lub sokowirówce)

Obiad 441 kcal

Spagetti z tuńczykiem (70g makaronu ciemnego lub pełne ziarno, tuńczyk w sosie własnym puszka, pół puszki pomidorow krojonych, 1 ząbek czosnku, pieprz cayenne, 0,5 cebuli)

Makaron gotujemy, cebule smazymy razem z tunczkiem, dodajemy czosnek a po chwili pomidory krojone i kilka łyzek wody, doprawiamy do smaku pieprzem solą, ziołami i pieprzem cayenne.

Kolacja (można zastąpić odżywką białkową Natural Mojo - opis poniżej) 281kcal

Sałatka + filet z kurczaka (Mix sałat kilka łyżek, 6 oliwek zielonych, ser feta 1x plaster, 2 łyżki kukurydzy, 0,5 pomidora, 1 łyżka oleju lnianego, przyprawy do smaku, 150g fileta z kurczaka usmazonego na oleju 0kcal w sprayu)



Wtorek (1268 kcal białko 120g tłuszcze 24g węglowodany 140g)

Śniadanie 346kcal

Tosty z jajkiem sadzonym ( 2 kroki chleba graham lub zytniego, 2xjajo, 2plastry chudej wędliny drobiowej lub pasta z serka bielucha, czosnku, pieprzu cayenee i połowki awokado, 2 plastry pomidora, 2 liście sałaty)

II Śniadanie 257 kcal

Koktail antycelullitowy +lub np. jabłko lub grejfrut + jogurt naturalny z 0.5 banana

Obiad 418kcal

Filet z kurczaka+ ziemniaki i brokuły

170g usmażonego fileta z kurczaka, 2 małe ziemniaki, 4-5 różyczek brokuła z sosem z jogurtu, czosnku, papryki ostrej, pieprzu, soli i odrobiny pomidora pokrojonego w kostkę

Kolacja( można zastąpić odżywką białkową Natural Mojo - opis poniżej) 246kcal

Twarog z warzywami

250g twarogu chudego, 2-3 łyzki jogurtu naturalnego, pomidor, rzodkiewka, ogórek, szczypiorek



Środa (1301 kcal białko 95g, tłuszcze 33g, węglowodany 175g)

Śniadanie 447kcal

Budyń jaglany bounty

50g kaszy jaglanej ugotwanej na mleku ( 1 szklanka) , 0,5 banana, 1 łyżeczka kakao, 1 łyżka wiórków kokosowych, 1 płaska łyżeczka miodu ( wszystko zblendować)

II Śniadanie 101kcal

Koktail antycelullitowy lub jabłko lub grejfrut lub jogurt

Obiad 470kcal 

Kaszotto z kurczakiem i warzywami

50g kaszy pęczak, 170g fileta z kurczaka, 50g groszku mrozonego, 250g warzyw na patelnie ( bez ziemniaków), szklanka bulionu( moze byc z ekokostki), pieprz cayenne albo świeza papryczka chilli

Fileta z kurczaka podsmażamy, dodajemy kaszę i chwilę smazymy, dodajemy warzywa na patelnie, przyprawy i chwilę smażymy, wlewamy bulion i gotujemy aż kasza będzie miękka i wchłonie bulion (ok 20 minut)

Kolacja( można zastąpić odżywką białkową Natural Mojo - opis poniżej) 281kcal

Sałatka brokułowa 

5 różyczek brokuła, 1 jajko, ząbek czosnku, pokrojony w kostkę pomidor (ok. 2 plastry), 4 łyżki jogurtu naturalnego



Produkty Natural Mojo

Jesto to nowość na Polskim rynku odżywek. Produkty te zawierają wiele cannych składnikow uważanych za super foods takich jak np. nasiona babki płesznik, papaję, granat, spirulinę i inne. Natural Mojo proponuje nam szeroką gamę swoich wyrobów- białka, koktaile białkowo- odżywcze, koktaile detoksykujące, wspomagacze zdrowej diety. Wszystkie wyżej wymienione produkty są naprawde świetnej jakości i mają bardzo dobry skład. Jeśli chcecie wypróbować tą firmę to mam dla Was zniżkę 15% na kod BLOGCHOCO wpisany przy zakupach na stronie www.naturalmojo.pl . Polecam!


Bloguj z telefonu komórkowego - Nouw - jedna z najlepszych aplikacji do blogowania - kliknij tutaj!

Likes

Comments

 Jakiś czas temu, po skończeniu detoksu sokowego zostało mi sporo różnych warzyw. Po pięciu dniach na samych sokach, mój organizm pragnął czegoś sycącego, bardziej kalorycznego, najlepiej z makaronem 😃. W daniu ukryta jest spora ilość warzyw, więc całość jest mimo wszystko lekka, a pełnoziarnisty makaron to zdrowa alternatywa dla wielbicieli wszystkich jadalnych "wstążek" 😃. Warzywa nie były zbyt wyraziste, dlatego postanowiłam przełamać je sosem z curry i sądzę, że lepiej nie mogłam trafić. Zresztą spróbujcie sami a nie pożałujecie:


Makaron z kurczakiem i zielonymi warzywami

Składniki:

200g makaronu tagiatelle pełne ziarno
1 pierś z kurczaka
groszek cukrowy ok.20szt ( opcjonalnie fasolka szparagowa)
2 garści szpinaku
1/2 zielonej papryki
1/2cukini
1/3 szklanki wrzątku
curry
2 łyżki śmietanki 12%

Makaron ugotować zgodnie z zaleceniem na opakowaniu. Kurczaka pokroić w kostkę, paprykę w drobne paski a cukinię zetrzeć na tarce z grubymi oczkami. Groszek cukrowy podgotować na parze ok. 3 minuty aby pozostał jędrny.
Kurczaka obtoczyc w przyprawie curry i podsmażyć, dodać paprykę i smazyć kilka minut razem. Dodac cukinię i szpinak, posolić, poczekać aż woda z warzyw troche odparuje. Dolać wodę oraz śmietankę, poczekać aż sos odrobinę zgęstnieje, dorzucić groszek cukrowy i ugotowany makaron - delikatnie wymieszać całość doprawić ewentualnie solą i pieprzem i od razu podawać. Smacznego😊

Likes

Comments

Wiosna ruszyła pełną parą! Nastawiam się więc na wielkie ładowanie baterii, które przez zimę, niestety z powodu braku słońca, mocno się rozładowały😞 Wiosna to dla mnie zawsze taki czas odnowy, porządków po jesieni, zimie i pora roku, którą chyba najbardziej lubię 😊. Przyszedł wreszcie czas, kiedy słoneczko zaczęło świecić częściej a ja postanowiłam trochę uporządkować siebie i swoją życiową przestrzeń. Poniżej moje postanowienia na te kilka wiosennych miesięcy:




Umysł

Jedna książka na miesiąc

Nigdy nie należałam do moli książkowych, ale od czasu do czasu jakąś fajną książkę lubiłam poczytać. Jeśli dodatkowo okazywało się, że jest naprawdę dobra, potrafiłam przeczytać ją nawet w jeden wieczór/noc. Od kilku miesięcy mój czas stał się bardzo ograniczony i jeśli dam radę przeczytać tę jedną książkę na miesiąc to i tak będzie to mój mały sukces. Polecicie jakieś lektury, które koniecznie trzeba w swoim życiu przeczytać? Nie mówię tu o szkolnych 😃.

Zrobię wiosenne porządki w domu

Mówi się, że jeśli chcesz zrobić porządek w swoim życiu- zrób go najpierw w domu. W czasie ciąży miałam prawdziwy syndrom wicia gniazda i niezwykle (jak na mnie) porządkowałam wszystko co tylko mogłam, a w domu wręcz lśniło. Odkąd urodził się Maksiu nadal staram się porządkować co tylko mogę, jednak cały dzień z małym dzieckiem nie daje zbytnio pola do popisu w kwestii sprzątania. Szafa z ubraniami wymaga generalnego porządku i schowania rzeczy zimowych, a szafki w kuchni przesortowania produktów. Na pewno w najbliższym czasie ( kiedy będzie u nas któraś z babć ) planuję wykorzystać to na uporządkowanie wszystkich szaf i szafek :)

Zacznę zapisywać ważne sprawy na kartki

Nigdy nie miałam problemu z pamiętaniem o swoich sprawach, ale ostatnio jest tego wszystkiego po prostu za dużo. Za szybko mijają dni, za szybko wszystko się dzieje, powoli zaczynam się w tym gubić i zapominać o niektórych sprawach. Zakupiłam kolorowe samoprzylepne karteczki i zamierzam przyklejać je sobie na lodówce :) Mam nadzieję, że dzięki temu nic mi już nie umknie.


Ciało

Więcej ruchu na świeżym powietrzu.

Nie zamierzam rezygnować z siłowni, ale z pewnością dla takiej pięknej wiosennej pogody, ograniczę swoje treningi na bieżni i przerzucę się na asfalt 😃. Zawsze lubiłam wiosnę jako porę na treningi biegowe na świeżym powietrzu, bo nie jest ani za zimno ani za gorąco i rzadziej pada deszcz niż np. jesienią. Myślę, że 4 razy w tygodniu z pewnością powinny mi pomóc w dążeniu do idealnej sylwetki na lato.

Zadbam o jędrność skóry dzięki kosmetykom.

Zaświeciło słońce, temperatura za oknem zaczyna powoli przekraczać 20 stopni. Czas na to, aby odsłonić swoje ciało, jednak zanim to nastąpi, pasuje zrobić trochę z nim porządek - po zimie no i po ciąży. Mam sporo fajnych kosmetyków, które pomogą mi wyrównać koloryt skóry, złuszczyć obumarły naskórek i ujędrnić skórę ( pewnie napisze o nich osobny post). Musze wyrobić sobie nawyk regularnego używania balsamu ujędrniającego, bo z tym zawsze miałam problem.

Wrócę do regularnego robienia hybrydowych paznokci

Nigdy nie lubiłam malować paznokci, każdorazowe robienie hybryd to już był u mnie sukces. Nastał taki czas, kiedy moje paznokcie prawie wszystkie się połamały i odeszłam od robienia hybryd, bo niezbyt podobały mi się one na krótkich paznokciach. Teraz z biegiem czasu stwierdzam, że lepsze na krótkich paznokciach niż żadne i zamierzam wrócić do tego "rytuału". Jakoś nie mogę za to zabrać już od dłuższego czasu i właściwie szukam sposobu żeby się do tego zmusić :)




Dieta

Więcej wody mniej herbaty i kawy

Po zrobieniu 5 dniowego detoksu sokowego weszło mi już w nawyk picie trochę większej ilości wody, jednak nadal nie mogę się uporać z ograniczeniem kawy i herbaty a w zamian za to piciem jeszcze większej ilości wody - minimum 8 szklanek dziennie. Taki cel sobie obrałam i będę dążyć do tego, tym bardziej, że woda działa świetnie na naszą sylwetkę, bo organizm pozbywa się nadmiaru wody i nie gromadzi go ze strachu przed odwodnieniem, do tego woda świetnie nawilża naszą cerę. Jako, że sama woda niezbyt mi podchodzi i moje pragnienie najlepiej gaszą napoje kwaśne, dodaję do niej trochę soku z cytryny lub limonki.

Zamiast drugiego śniadania- sok lub koktail

Jest to świetny patent na poprawienie sylwetki i lekkie odciążenie układu pokarmowego. Pięć dni na samych sokach pokazało mi, że taki sok to nie napój a alternatywa dla posiłku. Jeśli chcemy, żeby soczek był bardziej sycący, możemy zblendować go z bananem lub awokado. Wcześniej jadłam 5 razy dziennie, ale moje porcje były chyba trochę za duże. Teraz jem 4 razy dziennie mniejsze porcje w tym 1 porcja to owoc albo właśnie sok, czuję się dzięki temu lepiej a moja sylwetka się wysmukliła, mimo że mam ostatnio dłuższą przerwę od ćwiczeń 😊. Na pewno będę starać się, aby picie soków i koktaili na dłużej weszło mi w nawyk.

Mniej chleba makaronu, więcej warzyw i owoców

To moja największa zmora w dietetycznych postanowieniach. Ja- największy pod słońcem miłośnik chleba i makaronu uparcie staram się go ograniczać w każdy możliwy sposób. Chleb jadam tylko rano i to nie zawsze, a makaron staram się jeść 1-2 razy w tygodniu - na obiad i pilnować, aby jego porcja nie była zbyt duża, bo w tym akurat zawsze miałam skłonność do przesady. Nie wiem na ile uda mi się to utrzymać, ale liczę na to, że pojawienie się większej ilości owoców i warzyw sezonowych wpłynie na ilość ich w mojej diecie. Na kolacje staram się jeść sałatki, ser biały z warzywami albo np.zapiekaną cukinię. Narazie idzie mi całkiem nieźle i oby tak zostało.

Słodycze raz w tygodniu

Szczerze mówiąc jestem pewna, że nie będę mieć problemu z tym postanowieniem, bo nie należę do grona słodyczowych potworów😊. Zamiast czekolady wolę zjeść pizzę, dobrego burgera albo pyszny makaron. Zobaczymy jak mi pójdzie z konkretnym ograniczeniem do jednego razu w tygodniu- broń Boże nie chodzi mi tu o zjedzenie całej tabliczki czekolady na raz ;).

Macie swoje postanowienia na wiosnę? Dajcie znać w komentarzach co u Was koniecznie musi zostać zrobione przed latem :) ?


Likes

Comments

Wraz z nadejsciem wiosny odczułam potrzebę uwolnienia się od uczucia ciężkości, ciągłego zmęczenia, braku ochoty na cokolwiek. Wcześniej moje odżywianie było zazwyczaj dość zdrowe, jednak bywały momenty, w których nieco zaszalałam kilka dni, przez co czułam się później ciężko a mój brzuch nabrał gabarytów i był wzdęty. Podjęłam decyzję o oczyszczeniu organizmu. Wybrałam metodę pięciodniowego detoksu sokowego i choć kilka osób odradzało mi tą " głodówkę", tak naprawdę teraz po przetestowaniu tego na własnej skórze, wiem, że nie miały pojęcia o czym mówią ;). Otóż detoks ten nie jest żadną głodówką, gdyż dostarczamy organizmowi witamin i mikroelementów w postaci sycących koktaili i soków owocowo-warzywnych. Taki detoks jest wstępem do wyrobienia sobie dobrych nawyków żywieniowych . Po tych 5 dniach czujemy się znacznie lżej i czujemy nagły przypływ dobrej energii.

Orientując się w temacie, natrafiłam w internecie na sporo firm, które oferują już gotowe kuracje sokowe za naprawdę SPORE pieniądze. Producenci krzyczą sobie 600-700 zł za soki na 5 dni ! Ja się pytam kto to kupuje? Poszukując jeszcze więcej informacji natrafiłam na świetną aplikację mobilną "Jason Vale 5-day Juice Challenge". Aplikacja kosztuje ok 25 zł a mamy w niej cały plan detoksu na 5 dni, dzięki temu wiemy z czym to się je i nie musimy bawić się i robić soków w ciemno. Do przejscia takiego detoksu wystarczy nam przede wszystkim silna wola, wyciskarka lub sokowirówka oraz blender. Aplikacja daje nam nie tylko przepisy na soki ale też codziennie oglądamy filmik motywacyjny, dzięki któremu łatwiej nam wytrwać w postanowieniu. Byłam bardzo ciekawa tego i oprócz tego, że chciałam się oczyścić, chciałam też sobie udowodnić, że potrafię wytrwać bez normalnego jedzenia przez chociaz kilka dni. Po wszystkim czuje się jak biegacz, który przebiegł maraton- dumna z siebie ! ;)



ZASADY:

-Dzień zaczynamy od szklanki wody z sokiem z cytryny.

-Wykonujemy 30- minutowy trening o dużej intensywności.

-Przed pierwszym koktailem śniadaniowym wypijamy tzw. espresso czyli mini sok z jablka i imbiru.

-Wypijamy codziennie 2 koktaile - na śniadanie i kolacje i 2 soki - na obiad i podwieczorek pierwszy koktail- śniadanie ok 10.00 później następny o 13, 16 i 19.

-Popołudniu również wykonujemy 30 minutowy trening o dużej intensywności.

-Pijemy dodatkowo tylko wodę oraz ziołową herbatę.

- W przypadku naprawde ogromnego glodu możemy skorzystać z tzw posiłku SOS czyli dodatkowego soku lub banana lub połówki awokado.

-Dodatkowo w aplikacji oglądamy codziennie filmik motywacyjny- podnosi nas na duchu ;)


JAK TO PRZEŻYŁAM:

Dzień pierwszy był dla mnie najgorszy ze wszystkich. Organizm zareagował szokiem na nagłe odstawienie normalnego jedzenia i cały cały dzień niezwykle burczało mi w brzuchu, nie miałam na nic energii, więc zrobiłam tylko jeden krótki trening i trochę bolała mnie głowa. Zaliczyłam wraz z Maksiem wszystkie drzemki ale i tak wieczorem marzyłam o szybkim śnie, aby nie myśleć o głodzie.

W drugi dzień wstałam o dziwo już mniej głodna i z lepszym samopoczuciem. Wypijałam dużą ilość wody, poszłam pobiegać a wieczorem trochę poskakałam przed tv z Rebeccą Louise i bez problemu przetrwałam ten drugi dzień, choć z zazdrością patrzyłam na posiłki mojego męża ;)

W trzeci dzień nie było też zbyt kolorowo do południa jeśli chodzi o samopoczucie, ale dałam radę chociaż pobiegać. Wieczorem juz czułam się troszeczkę lepiej i właściwie w ten dzien całkiem zapomniałam o tym ze mozna normalnie jeśc. Soki stały się juz dla organizmu swego rodzaju pokarmem a nie napojem. Na twarzy zaczeły mi wyskakiwać krostki a właściwie guzy co oznaczało, że organizm się poprostu oczyszcza- równiez w taki sposób.

Czwarty dzień był chyba najlepszy bo czułam się totalnie wyluzowana, nie chciało mi się jeść i miałam dużo energii do działania. Zrobiłam treningi z Rebeccą Louise

W piątym dniu już nie mogłam się doczekać az będę mogła spojrzeć na coś innnego niż soki, ale mimo wszystko czułam sie lekko i naprawdę dobrze ;).


MOJE REZULTATY:

-Sampopoczucie pod koniec detoksu jak i po nim jest naprawde nie do opisania. Dzięki temu, że wysłałam swój układ pokarmowy na zasłużony urlop, czuje się lekko i mam duzo więcej energii. W nocy lepiej się regeneruje i rano juz nie budze się tak zmęczona, że ledwo jestem w stanie glowe z poduszki oderwać a tak wcześniej było...

-Schudłam prawie 3kg co wiadomo jest wynikiem pozbycia się wody ale mam jednak nadzieje, że trzymając w miarę zbilansowaną zdrową dietę, będę w stanie utrzymać uzyskaną wagę. Mam ogromną motywację do zdrowego odżywiania i przygotowywania sobie posiłków.

-Krostki, które pojawiły się w 3 dniu, już zeszły, a moja cera jest w duzo lepszym stanie niz przed detoksem- bardziej promienna i nawilżona.

-Nie mam ochoty jeść tyle co wcześniej, jem teraz dość małe porcje 4 razy dziennie ( z czego jedna porcja to owoc lub sok) i dzięki temu nie wrzucam w siebie aż tyle kalorii,

-Weszło mi w krew picie większej ilości wody i mam zamiaru to utrzymać- 8 szklanek dziennie to absolutne minimum.

Czuje się mega dumna z siebie, że mimo wielu pokus dałam radę wytrzymać i w chwilach głodu nie złamałam się. Trochę jakbym przebiegła maraton ;)))

Jeśli chcecie coś zrobić dla swojego układu pokarmowego i dać mu odpocząć a także poczuć się na wiosnę lekko i pełni energii to ten detoks jest jak najbardziej dla Was. Pamiętajcie tylko, że aby go zastosować musicie być zdrowi. Jesli chcielibyscie go przeprowadzić dłużej niż przez 5 dni musicie skonsultować się z lekarzem.

Likes

Comments



Dla Mamy:


Dokumenty:

-karta ciąży

-wyniki badań ( grupa krwi wraz z czynnikiem RH, ostatnia morfologia i mocz, wynik HBS, wynik GBS, HIV, inne druki z konsultacji np. na izbie przyjęć itp.)

-dowód osobisty

-nip zakładu pracy

-wizytówka położnej środowiskowej

-skierowanie do szpitala ( nieobowiązkowe)


Przed każdym wyjazdem do szpitala warto sprawdzić czy mamy wszelkie dokumenty i badania, aby później nie denerwować się dodatkowo. Jeśli nie mieszkamy daleko, wiadomo zawsze tatuś może dowieźć wyniki brakujących badań, jednak sprawa komplikuje się, gdy mieszkamy np. godzinę drogi od szpitala.


Na czas porodu i pobytu w szpitalu:


-koszula do porodu ( najlepiej na ramiączkach)

-szpitalne ubranie do porodu dla taty
-koszule do karmienia 2x
-szlafrok
-ręcznik duży i mały
-skarpety 3x
-majtki bawełniane - wysokie i niskie

-klapki pod prysznic

-kapcie
-biustonosz do karmienia (2 szt.)

-majtki siateczkowe 5x

-podkłady poporodowe(podpaski) 20x
-podkłady nieprzemakalne na łóżko 5x

-wkładki laktacyjne ok.10x

-poduszka rogalik do spania i karmienia
-maść na brodawki firmy Medela (lanolina)
-woda z dziubkiem 2x

-napój izotoniczny dla sportowców ( wskazane po maratonie porodowym :))

-coś do jedzenia ( biszkopty, rogalik itp.)

Opcjonalnie:

-nakładki silikonowe na brodawki

-laktator


Dlaczego koszula do porodu na ramiączkach? Nie wiem, czy już odwiedzaliście kiedyś porodówkę, ale ja mimo tego, że nie rodziłam, byłam już tam na zwiedzaniu, przy okazji zajęć w szkole rodzenia. Jest tam dość gorąco ze względu na maleństwa, które nie tolerują klimatyzacji, dlatego stwierdziłam, że wolę rodzić jak najmniej przyodziana niż nago :).

Dla tatusia, który chciałby być obecny przy porodzie, wymagane jest odpowiednie ubranie- fartuch medyczny. Najczęściej jest on sprzedawany w szpitalu, ale po odpowiednio wyższej cenie ( przebitka dziesięciokrotna), dlatego proponuje zakupić za kilka zł. na allegro.

Jeśli tak jak ja nie zaśniecie bez poduszki jaśka pod głową, do szpitala weźcie taką 2w1 z funkcją rogala do karmienia- oszczędność miejsca w torbie, a przy pierwszych ciężkich i licznych podejściach do karmienia, na pewno taki wynalazek nam się przyda.

Dla brodawek malutkich lub bardzo płaskich przydadzą się także nakładki silikonowe, które mają ułatwić przystawienie do piersi. Osobiście nie testowałam i chyba nie będę, ale na szkole rodzenia położne bardzo polecały.

Warto się dowiedzieć czego konkretny szpital, w którym będziemy rodzić wymaga- np. w moim szpitalu są laktatory, podkłady poporodowe, pampersy, rożki i ubranka dla maluszków, jednak ja wolę być ubezpieczona i mieć swoje w razie czego :).



Higieniczne:

-płyn do higieny intymnej
-tantum rosa 2x
-żel pod prysznic
-szampon i odżywka do włosów, suchy szampon
-szczotka do włosów
-szczoteczka do zębów
-pasta do zębów

-krem do twarzy

-płyn micelarny

-chusteczki nawilżane
-woda termalna - warto mieć podczas porodu

-dezodorant

-chusteczki higieniczne
-żel antybakteryjny do rąk

-kosmetyki do makijażu

-bezbarwna pomadka do ust

-lusterko

-gumki do włosów
-telefon, ładowarka

Opcjonalnie:

-aparat lub kamera
-olejek do masażu

-piłeczki do masażu

-dmuchane koło ratunkowe - do siadania po nacięciu krocza



Dla Dziecka:


-chusteczki nawilżane
-maść linomag lub bephanten lub alantan

-krem do smarowania pupy
-skarpetki bezuciskowe 3x
-czapeczki 2x
-body z krótkim i długim rękawem
-kaftaniki
-pajacyki ( najlepiej rozpinane przez środek)
-spodenki
-rękawiczki niedrapki ( odchodzi się od stosowania )
-pampersy jednorazowe 20x
-pieluchy tetrowe 4-5x
-duża pieluszka bambusowa
-rożek lub kocyk


Dla maluszka spakowałam różne rozmiary ubrań tzn. 56 i 62 - szkoda, że usg jeszcze dzidziusia nie mierzy w brzuchu przed porodem ;). Zabieram 2 pary rękawiczek niedrapek, choć użyję ich w ostateczności, kiedy mały zacznie się mocno drapać. Położne na szkole rodzenia odradzają stosowania ich, aby od pierwszych godzin po narodzinach zapewnić dziecku tzn. sensoryczność i dostęp do bodźców, tak aby mogło lepiej poznawać świat.


Na powrót ze szpitala:


-ubrania na powrót ze szpitala - luźne

-w zależności od pogody coś cieplejszego do ubrania dla maluszka

-fotelik/nosidełko

Dajcie mi znać w komentarzach, czy o czymś zapomniałam, a może u któreś z was życie zweryfikowało, że w szpitalu przydałoby się jeszcze coś co ułatwi życie w tych pięknych, ale często dość trudnych chwilach ;)

Jeśli właśnie pakujecie się do szpitala to ja z całego serca życzę wam szybkiego, najlepiej bezbolesnego porodu i dużo dużo zdrowia dla was i maluszka po porodzie :) !!!


Likes

Comments


Ostatnio mało mnie na blogu, jest to spowodowane zbyt szybkimi i dużymi zmianami w moim życiu, jednak postanowiłam wykorzystać te zmiany jako pomysł na wątki blogowe. Ciąża to temat rzeka i dzięki programowi 500 + to zjawisko natury występuje chyba ostatnio częściej niż zwykle ;).

Dzisiaj trochę o odżywianiu, nie będę pisać diecie bo dla mnie to słowo kojarzy się z czymś na chwilę i z czymś niezbyt dobrym. Nasze odżywianie ma być wpasowane w nasz styl życia, uważam, że nie należy go drastycznie zmieniać i eliminować wszystkiego naraz, bo grozi to tylko nieprzyjemnymi skutkami ubocznymi. W ciąży staram się odżywiać normalnie i nie popadać w paranoje. Odstawiłam kilka produktów i jeszcze bardziej przyjrzałam się swoim posiłkom, ale o tym za chwilę. Podzieliłam wątek na kilka części, aby łatwiej było to wszystko opisać. Zapraszam do lektury ;) :


Śniadania / Kolacje


W moim śniadaniowym menu nie zmieniłam zbyt wiele, nadal pojawiają się w nim najczęściej kanapki, ponieważ z reguły nie przepadam za śniadaniami na słodko. Ciąża jednak ma swoje uroki i to dzidziuś chyba wie czego potrzebuje najbardziej, bo mimo wszystko ostatnio zjadam więcej jaglanki, musli i pancaksów. Staram się bardzo aby na kanapce pojawiał się ser jako źródło wapnia, wędlina, warzywa i ew. dodatek np jajka. Wędliny kupuję z tej "wyższej półki" bez sztucznych dodatków i mnóstwa konserwantów. Mieszanki musli komponuje sama, dorzucam do nich płatki owsiane, kukurydziane, suszone owoce, różnego rodzaju orzechy itp. Często też wkrajam do płatków owoce. Jaglankę zawsze gotuje na wodzie i mleku, dodając później odrobinę miodu i owoce. Pancakes robię najczęściej w sobotę lub w niedzielę, kiedy moja druga połowa ma wolne i razem możemy zjeść coś dobrego. Mój mąż to chyba największy fan pancaksów ;).


Jeśli chodzi o kolację to jem ją najpóźniej o 21, ponieważ w zaawansowanej ciąży czasami występuje u mnie zgaga, kiedy zbyt szybko po kolacji położę się spać. A na kolację królują u mnie sałatki, tortilla, burger z chudym filetem z indyka albo kanapki. Czasem nie mam ochoty na zbyt treściwą kolację i kończy się na sałatce owocowej lub twarożku z warzywami. Na bardziej sytą i może trochę cięższą kolację pozwalam sobie od czasu do czasu, najczęściej kiedy w ciągu dnia zjem lekki albo bardzo wczesny obiad.



1.Jaglanka z borówkami i bananem 2.Musli z owocami i jagodami goji 3.Kanapki z serem, warzywami i jajkiem 4.Pancakes z bananami 5.Jajecznica z szynką 6.Tortilla ze szpinakiem i serem favita 7.Chude parówki Sokoliki 8.Kanapki z szynką i jajkiem 9.Mix sniadaniowy



1.Nuggetsy z indyka z sosem miodowo-musztardowym 2.Tortilla z serem, szynką i pomidorem 3.Pancakes z ananasem 4.Sałatka z brokułami i jajkiem 5.Kanapki z twarożkiem i warzywami 6.Sałatka z pomidorami, kukurydzą i serem favita 7.Burger z piersi indyka 8.Naleśniki z kurczakiem, pieczarkami i kukurydzą 9. Sałatka owocowa


OBIADY


W przypadku obiadów moja inwencja twórcza nie ma tutaj granic. Uwielbiam gotować, dlatego ciągle eksperymentuje i udoskonalam swoje przepisy. Lubię w miarę lekkostrawne obiady, więc w moim domu króluje drób a zwłaszcza indyk. Wybieram go zamiast kurczaka, bo dużo mniejsze prawdopodobieństwo, że jest nafaszerowany antybiotykami. W ciąży niezbyt podchodzi mi czerwone mięso. Od święta zjem prawdziwego kotleta schabowego lub wołowego burgera. Czasem przyrządzę rybę w piekarniku z jakimś dobrym sosem i warzywami, ale niestety w sklepie niedaleko mnie mają bardzo kiepskie zaopatrzenie jeśli chodzi o ryby, dlatego też nie jem ich często. Z dań, które gotuje upatrzyłam sobie klopsiki z mielonej piersi indyczej. Robię je właściwie zawsze tak samo zmieniając tylko sosy i warzywa jako dodatek do nich.

Niezmiennie kocham makarony, dlatego nadal z nimi eksperymentuje z tym, że na tą chwilę zrezygnowałam z pikantnych dodatków do nich. Naleśniki to królestwo mojego męża, także dość często je jemy - z różnymi dodatkami, i na słono i na słodko, z kurczakiem, warzywami, szynką, z twarożkiem, owocami, dżemem i czasami pozwolimy sobie nawet na nutellę ;)). Wcześniej chętnie sięgałam po ryż, jednak w ciąży nie bardzo mi on podchodzi, zamieniłam go na kaszę kus kus jako dodatek do mięs lub kaszę pęczak i przyrządzam ją po meksykańsku według świetnego przepisu Pani Asi z Kwestii Smaku.

Zupy gotowałam w okresie zimowym dużo bardziej namiętnie niż teraz. Na tą chwilę, kiedy jest gorąco wole ugotować jedno danie, a w przypadku samej zupy byłoby to dla mnie trochę zbyt lekkie danie, nie mówiąc już o moim mężu, który lubi porządnie zjeść ;). Do zup stosowałam wywary na jarzynach i mięsie, w nielicznych przypadkach korzystałam z kostki bulionowej ale tej Eco, bez glutaminianu sodu.


1.Naleśniki z kurczakiem, pieczarkami i pomidorami 2.Pulpeciki w sosie koperkowym z marchewką 3.Makaron z indykiem i szpinakiem 4.Filet z kurczaka z mozzarellą 5. Pulpeciki w sosie chrzanowym 6.Łosoś z borowikami i sosem śmietanowym 7.Roladki drobiowe z papryką 8.Pierogi ruskie ze śmietaną 9.Kurczak tetrazzini



1.Filet z indyka panierowany 2.Filet z kurczaka w sosie pieczarkowym 3.Spagetti bolognese z indykiem 4.Pulpeciki w sosie chrzanowym z ćwikłą 5.Naleśniki z twarozkiem i sosem truskawkowym 6. Orientalne risotto 7.Spagetti z mięsem i pomidorami 8.Gulasz drobiowy 9.Spagetti bolognese

1.Filet z indyka w sosie szpinakowym 2.Kurczak tetrazzini 3. Żurek 4.Kotlety mielone z buraczkami 5.Spagetti carbonara z cukinią 6.Schab po karaibsku 7.Pulpeciki w sosie koperkowym 8.Ryż z kurczakiem słodko- kwaśny 9.Filet panierowany z indyka

Napoje


Jak już być może zauważyliście, jestem wielką fanką herbaty i nie potrafiłam z niej całkiem zrezygnować, nawet w ciąży. Dbałam o to, aby jednak częściej pić herbatkę owocową niż czarną lub earl grey, a nawet jeśli piłam czarną to bardzo słabą. Teraz w lecie uwielbiam mrożone herbaty, pamiętając, że każda ma w sobie teinę, więc staram się, nie dostarczać dzidziusiowi zbyt dużej dawki. Kawę wyeliminowałam prawie całkowicie, ponieważ zawsze piłam ją tylko dla smaku i nigdy nie byłam od niej uzależniona, teraz nie mam problemu z odstawieniem jej, ale zdarza mi się wypić słabiutką ok. raz na dwa tygodnie.

Z napojów bardzo podchodzą mi koktaile owocowe, czasem owocowo-warzywne ewentualnie mleczno-bananowe z dodatkiem np. kakao. Często eksperymentuje z różnymi dodatkami do koktaili, co mogliście już zobaczyć w tym poście .

Co jak co, ale najlepszym i najzdrowszym napojem jest jednak woda, dlatego dodaje do niej lód, owoce, sok z cytryny i mięte. Jest to najcudowniejsza mieszanka na upały, która świetnie gasi pragnienie i nie dostarcza niepotrzebnych pokładów cukru, jak w przypadku słodkich gazowanych napojów ;)


1. Mrożona herbata Earl Gray/ Lemoniada 2.Mrożona kawa 3. Najlepsza Earl Gray z Teekanne 4.Koktail oczyszczający 5.Koktail mango i bananem 6. Koktail truskawkowy 7. Lemoniada arbuzowa 8. Smoothie truskawkowe 9.Woda z cytryną i miętą

Przekąski/ Grzeszki


Ciężarna też człowiek, dlatego czasem można pozwolić sobie na coś dobrego, słodkiego i niekoniecznie dietetycznego. Pamiętałam przez całą ciąże o tym, aby z tym nie przesadzić, bo ani to dobre dla dzidziusia ani dla mojej figury. Jeśli chodzi o słodycze to wolałabym zawsze robić je sama w domu, jednak nie jest to możliwe, bo na co dzień jest mimo wszystko sporo zajęć, które zabierają czas, więc trzeba sięgnąć po gotowce. Z takich wybieram najczęściej jakieś pełnoziarniste ciasteczka, albo po prostu czekoladę ( nie całą tabliczkę ;)!) a ostatnio bardzo podchodzą mi wszelkiego rodzaju lody w czekoladzie.

Z rzeczy, które tworzę w domu sama są to: szybkie rożki francuskie z jabłkiem i cynamonem, crossisanty np. z nutellą, albo truskawkami, tiramisu bez jajek, tarta z brzoskwniami, ciasteczka pełnoziarniste z migdałami i nutellą.

Pizza to mój ulubiony grzech w ciąży. Mcdonald's i inne tego typu rzeczy przez całą ciąże przegrywały właśnie z nią. Śmiejemy się z moim ukochanym, że Maks urodzi się z pizzą w rączce ;D


1.Rożki francuskie z jabłkami 2.Krakuski w czekoladzie 3.Tiramisu bez jajek 4. Pizza włoska 5.Tarta z brzoskwianiami 6. Krakuski pełnoziarniste 7. Ciastka pełnoziarniste z migdałami i nutellą 8.Płatki chocapic 9. Crossisanty z nutellą

Produkty, które odstawiłam


Z największym bólem serca odstawiłam wędzonego łososia i inne wędzone ryby, a także puszkowe. Łosoś przynajmniej raz w tygodniu towarzyszył mi przy śniadaniu, na kanapce z serkiem i koperkiem lub szczypiorkiem, ale w związku z tym, że surowe i wędzone ryby mogą zawierać bakterie listerii, musiałam go wyeliminować. Podobnie rzecz się ma z serami pleśniowymi i dojrzewającymi, prawdziwą fetą ( nie licze tu serów typu favita itp.), które produkowane są z niepasteryzowanego mleka, dlatego też nie było mowy o tym żebym po nie sięgała. O alkoholu chyba nie muszę wspominać, bo naukowcy dotąd nie zbadali jaka ilość jest już w stanie zaszkodzić płodowi. Ja pilnowałam się do tego stopnia, że nawet czekoladki ani cukierka z alkoholem nie tknęłam.

Zazwyczaj do musli dodawałam sobie trochę siemienia lnianego nie mielonego, pewnego dnia usłyszałam, że niemielone i nie sparzone zawiera bardzo szkodliwy kwas pruski, którym można się nawet zatruć. Od tej pory nie ma mowy o siemieniu lnianym... Nie polecam także jedzenia w ciąży szynek dojrzewających typu parmeńska itp. chyba, że zostaną poddane obróbce termicznej. One także mogą zawierać bakterie listerii.

Surowe jajka, które dodawałam do carbonary lub do tiramisu także zostały wykreślone z listy i zastąpione w carbonarze śmietaną a w tiramisu po prostu są pomijane i wcale to nie odbiera deserowi smaku ;)

Wszystkie gazowane napoje praktycznie poszły w zapomnienie. Czasami zdarzy mi się wypić pół szklanki pepsi, kiedy jestem u kogoś w gościach i stoi przede mną wielka butla tego napoju - nie zawsze jestem w stanie się opanować ;). Nie będę także pisać, że całkowicie wyeliminowałam chipsy, bo jestem tylko człowiekiem i sprawa z tym wygląda tak samo- jem jak jestem u kogoś i przede mną stoi ogromna micha to nie ma mowy żebym nie zjadła choć trochę.



Zachcianki


Na koniec zostawiłam mały wątek o tym, o czym krążą po świecie wielkie legendy. Niektóre ciężarne podobno mają ochotę nawet na takie rzeczy jak proszek do prania, kreda, papier itp. U mnie te zachcianki nie były aż takie nagłe i dziwne. Na początku ciąży faktycznie miałam ciągle ochotę na kwaśne- w ruch poszły kwaśne jabłka, ogórki i kapusta kiszona, kwaśne żelki, mandarynki. Nie trwało to jednak długo, bo później przyszła ochota na mięsne rzeczy, która właściwie trwa u mnie przez całą ciąże. Codziennie muszę zjeść jakieś mięso na obiad, bądź chociaż wędlinę na kanapce rano lub wieczór. W środku okresu ciąży częściej niż zwykle robiłam sobie budyń lub kasze mannę na mleku z sokiem malinowym, ale to też nie trwało bardzo długo. Teraz w końcowej fazie ciąży mam ogromną ochotę na płatki na mleku, jednak muszą to być tylko cini minis lub chocapic i żadne inne być nie mogą. Najśmieszniejsze jest to, że nigdy nie przepadałam za tego typu przekąskami i zawsze się śmiałam z tych, którzy jedli to na śniadanie i dumałam[przy tym "co to za śniadanie ???". Teraz ochota na płatki dopada mnie czasem rano, czasem wieczór i nawet w południe i to tak zupełnie niespodziewanie. Żadnych innych dziwności nie zauważyłam. Zachcianki ciążowe to nie jest mit, ale moim zdaniem są stanowczo przereklamowane :)


Chyba, że któraś z was przeszła dramat z zachciankami ciążowymi ;)?


Likes

Comments

Każdy z nas ma czasem ochotę na małe co nieco i każdy z nas ma swoje ulubione pozycje na liście słodkości. Moim jednym z ulubionych deserów ( tak naprawdę lubię praktycznie wszystkie ;) ) jest tiramisu. Tylko co zrobić, jeśli trzeba się z ubóstwianego deseru pozbyć głównego składnika - jajek? Przetestowałam, czy aby nadal smakuje jak to prawdziwe, niepodrabiane tiramisu i mogę was zapewnić, że smakuje wyśmienicie, pomimo braku w nim jajek, które wcześniej wydawały mi się tu niezbędne. Wszystkie osoby uczulone na jajka i kobiety w ciąży zapraszam do wypróbowania przepisu :


Tiramisu bez jajek

Składniki:

(6-8 porcji)


ok. 200g biszkoptów ( Lady fingers)

2/3 szklanki cukru pudru

500 ml śmietanki słodkiej 30%

250 g sera mascarpone

200 ml kawy espresso lub innej mocnej

2 łyżki gorzkiego kakao


Bardzo mocno schłodzoną śmietankę ubijamy z cukrem pudrem aż będzie sztywna ( uważać, aby nie przedobrzyć, bo się zważy) Do śmietanki dodajemy serek mascarpone i na najniższych obrotach miksera delikatnie mieszamy uważając aby masa nadal była sztywna. W zaparzonej kawie maczamy biszkopty ( dosłownie na sekundę z jednej i drugiej strony aby nie nasiąknęły zbyt mocno). Biszkopty układamy w szklanej formie jeden obok drugiego i na tak ułożoną warstwę, wykładamy połowę masy śmietanowo - serowej i po rozsmarowaniu, posypujemy przez sitko gorzkim kakao. W ten sam sposób układamy drugie piętro deseru- biszkopty, masa i na koniec ozdabiamy ponownie kakao. Tiramisu schładzamy minimum 2-3 godziny w lodówce.

Likes

Comments

Dzisiaj przepis dla fanów szybkich dań kuchni wschodu. Ryżowy misz masz, który nie wymaga kupowania wyszukanych, orientalnych składników, jest ekspresowy i bardzo smaczny. Danie świetnie nadaje się na obiad ale i także na kolację, można je bez problemu odgrzać. W przepisie użyłam co prawda groszku, który niezbyt kojarzy się z kuchnią wschodu, ale jeśli go nie lubicie to możecie go pominąć- ja staram się wzbogacać dania o jak największą ilość różnorodnych warzyw, zwłaszcza teraz w ciąży ;) Nastawcie wodę na ryż i zaczynamy:


Orientalne risotto

Składniki:

(4 porcje)


2 torebki białego ryżu

2 nieduże piersi z kurczaka

1 cebula

Pół papryki czerwonej

Warzywa mrożone- mieszanka chińska

2-3 łyżki mrożonego groszku ( opcjonalnie)

2 łyżeczki przyprawy 5 smaków lub do kuchni chińskiej

Sól, pieprz

1 łyżka oleju


Nastawiamy w garnku posoloną wodę na ryż i gotujemy go według zaleceń do średniej miękkości. Kurczaka myjemy i kroimy w kostkę, obtaczamy w przyprawie 5 smaków lub do potraw chińskich. Cebulę i paprykę kroimy w drobną kostkę. W rondlu albo głębokiej patelni rozgrzewamy olej i smażymy kurczaka. Kiedy mięso lekko się zrumieni dodajemy pokrojoną w kosteczkę cebulę i paprykę. Po kilku minutach dodajemy mrożone warzywa i smażymy ok. 10 minut. Kiedy wszystko będzie już podsmażone dodajemy ugotowany ryż i dokładnie mieszamy, doprawiając do smaku solą i pieprzem.


Likes

Comments

Dzisiaj coś specjalnego dla tych, którzy wiecznie się spieszą i dla tych którzy często mają wizyty niezapowiedzanych gości. Ekspresowe rożki z ciasta francuskiego z kawałkami jabłek, banana i cynamonem. Pyszne chrupiące, pachnące a co najważniejsze - jedne z szybszych ciastek jakie możemy zrobić i przy tym w ogóle się nie zmęczyć ani nie ubrudzić siebie i tysiąca naczyń. Całość wykonania z pieczeniem trwa około 30 minut. Polecam też zakupić sobie od czasu do czasu ciasto francuskie - warto mieć je zawsze w lodówce, bo nie jest drogie, dodatkowo ma zazwyczaj dość długą datę ważności a nigdy nie wiadomo kiedy może nam się przydać. Ja swoje rożki zrobiłam co prawda nie z okazji niezapowiedzianych gości, ale po prostu jako umilacz popołudniowej herbatki, dla siebie i mojej drugiej połowy. Ledwo przetrwały dwie sztuki do dnia następnego i to tylko z tego względu, że pilnuje aby nie zjeść zbyt wiele kalorii naraz ;)


Rożki z ciasta francuskiego z jabłkiem i cynamonem

Składniki:

1 opakowanie ciasta francuskiego

1 duże jabłko

1 banan

łyżka soku z cytryny

łyżeczka cynamonu

łyżka brązowego cukru

1 roztrzepane jajko


Jabłko i banana obieramy i kroimy w dość drobną kostkę, wrzucamy do miski i skrapiamy sokiem z cytryny. Do owoców dodajemy cynamon i brązowy cukier, wszystko razem mieszamy. Rozkładamy płat ciasta francuskiego na papierze do pieczenia i kroimy na 6 kwadratów. W jeden róg kładziemy po dużej łyżce farszu i sklejamy ciasteczka w trójkąty, dociskając boki widelcem. W powstałych trójkątach zawijamy pod spód boki gdzie został nadmiar wolnego ciasta. Ciastka smarujemy roztrzepanym jajkiem, posypujemy odrobiną brązowego cukru i robimy na wierzchu trzy nacięcia aby były dostęp powietrza do wnętrza. Wsadzamy ciastka do piekarnika rozgrzanego do 210 stopni ( z termoobiegiem) i pieczemy około 17-20 minut aż będą ładnie zrumienione.


Likes

Comments

Nastały bardzo chłodne i wietrzne wieczory, przez co włączył mi się taki niechciej, który strasznie kombinuje jak tu zrobić, żeby jak najmniej wychodzić z domu na tą zimnicę. Właśnie w takie wieczory marzy mi się coś pysznego, gorącego, rozgrzewającego do jedzenia, a najlepszym wyborem są jak dla mnie konkretne i sycące zupy. Zupa marchewkowa mojej Mamy nie od zawsze była lubianym przeze mnie daniem, bo kiedy byłam młodsza nie przepadałam za zupami i za warzywami ( chyba większość dzieci tak ma ). Mama nie dawała jednak za wygraną i wszędzie przemycała warzywa w daniach, a także wcale nie rezygnowała z gotowania zup. Z czasem dzięki temu przekonałam się do warzyw i pokochałam zupy. Dzisiejsza marchewkowa jest sycąca dzięki dodanym ziemniakom i kawałkom mięsa z rosołu, świetnie rozgrzewa i nadaje się zarówno na obiad jak i na kolacje. Zupa jest bardzo prosta, bo bulion- baza gotuje się właściwie sam a przy marchewkowej nie ma już dużo roboty- kwestia pokrojenia ziemniaków i starcia marchewki. Zachęcam was do wypróbowania :


ZUPA MARCHEWKOWA


2,5-3 litrów zimnej wody

1 skrzydło indycze

kawałek wołowiny - ok 200g ( np.szponder)

2 duże pietruszki

1/4 selera

3 średnia marchewki

1 średnia cebula

4 liście laurowe

4 ziarna ziela angielskiego

6-8 ziarenek czarnego pieprzu

łyżeczka soli

ząbek czosnku


Mięso myjemy i wkładamy do garnka z zimną wodą. Włączamy mały ogień i powoli doprowadzamy do wrzenia. Na wierzchu powinny nam się zebrać szumowiny- usuwamy je łyżką i skręcamy gaz na najmniejszą moc. Do gotującego się mięsa dodajemy wszystkie przyprawy oprócz soli. Gotujemy wszystko razem na bardzo malutkim ogniu przez około godzinę. Po godzinie wrzucamy pokrojoną pietruszkę, marchewkę, kawałek selera, cały ząbek czosnku oraz obraną i opaloną nad ogniem cebulę. Wszystko razem gotujemy nadal na malutkim ogniu przez około 1,5- 2 godzin. Jeśli chcemy zjeść rosół to w tym momencie możemy go doprawić do smaku ugotować makaron i gotowe.


4 duże ziemniaki

3 marchewki

4 łyżki kaszy manny

2 łyżki kwaśnej śmietany

pół łyżeczki soli

łyżka sosu sojowego

szczypta pieprzu'

pół łyżeczki suszonej kolendry


Z gotowego rosołu wyławiamy wszystkie warzywa oraz mięso. Ziemniaki obieramy, kroimy w średnią kostkę dodajemy do bulionu i gotujemy do miękkości ( 3-5 minut). Do bulionu i ziemniaków dosypujemy kaszę mannę od razu mieszając aby nie zrobiły się z niej grudki. Po chwili dorzucamy do powstającej zupy startą na tarce o drobnych oczkach świeżą marchewkę oraz część marchewki z rosołu- pokrojoną w drobną kostkę. Mięso z rosołu oddzielamy od kości, rozdrabniamy na mniejsze kawałki i również dodajemy do zupy. Wszystko chwilę gotujemy i na koniec zabielamy kwaśną śmietaną i doprawiamy do smaku solą, pieprzem, sosem sojowym i kolendrą. Smacznego ;)

Likes

Comments